Rozdział II - "Powrót do przeszłości: Zapomnienie"
Szatynka ruszyła przed siebie, a ja zaraz za nią. Szłyśmy przez chwilę w ciszy, którą w końcu przerwała moja kuzynka:
- Czy stało się coś poważnego? Coś z moimi rodzicami? Gdzie Ty byłaś tyle czasu i co robisz w Hogwarcie? - zasypała mnie gradem pytań, lecz delikatnie jej przerwałam.
- Uspokój się, Herma. Nic się nie stało, a tym bardziej z Twoimi rodzicami! To z moimi coś się dzieje, ale o tym później...
- No, dobra. W takim razie powiedz mi, co TY przyszłaś robić w Hogwarcie?
- A więc, jak wiesz, nie jestem kompletną czarodziejką i profesor Dumbledore zaproponował, abym objęła stanowisko profesora Historii Magii, bo Binnsa nikt nie słucha. Powiedział też, że profesor Snape mógłby mnie uczyć zywiółów...
- Zaraz, zaraz... Jak to Snape ma Cię uczyć żywiołów?!
- Normalnie. Nie wiedziałaś, że zgłębiał tajniki Prastarej Magii?
- Szczerze to nie wiedziałam... Ale trudno! Życzę powodzenia.
- Dzięki, ale muszę Cię o coś zapytać...
- Wal śmiało!
- Gdzie jest Twoje dormitorium?
- Idziemy do niego. A tak w ogóle, to widzę, że opanowałaś do perfekcji sztukę magii bezróżdżkowej! Gratuluję! Mi się to jeszcze nie udało, ale jak przyjdzie co do czego, to może się nauczę... - i tu Hermiona przerwała, gdyż obie miałyśmy zderzenie z czymś wyjątkowo miękkim, przez co wylądowałyśmy na podłodze.
- Granger, uważaj jak chodzisz! - krzyknął ktoś, zapewne ten sam osobnik, przez którego upadłyśmy.
- Malfoy - wysyczała Hermiona, podczas gdy ja zbierałam swój tyłek z podłogi.
- Co, Szlamo, znalazłaś sobie nową przyjaciółeczkę, za którą będziesz odrabiać eseje? - zakpił.
- Uważaj, co mówisz, fretko... - nie dokończyła, bo się wtrąciłam.
- Herma, nie warto marnować czasu na takie śmiecie. Chodźmy stąd.
- Gill? - zapytał znajomy mi głos. Przeniosłam wzrok w bok i doznałam szoku.
- Blaise?! Co ty tutaj robisz? Przecież miałeś nie wracać tu po wojnie... - z niemałym zdziwieniem przyglądałam się swojemu staremu przyjacielowi.
- Jak na razie stoję, ale co ty tu robisz?
- Przyjechałam uczyć takich palantów jak Twój kolega Obrony Przed Czarną Magią i Eliksirów.
- Poczekaj, będziesz nauczycielką?!
- Można tak powiedzieć.
- Ale super! Dasz pewnie wszystkim wycisk... No, wszystkim oprócz mnie i Granger - powiedział Zabini i uśmiechnął się w moją stronę przymilnie.
- Julie, nie zapominaj, że ja też tu jestem... - wtrąciła Hermiona.
- Przecież wiesz, że rodzina o sobie nie zapomina - uśmiechnęłam się do niej.
- I nie tylko ona - dodał Blaise, by po chwili mnie obejmować.
- Dokładnie... - wydusiłam przez łzy.
~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~
(Tutaj narracja zmienia się na opowieść postronnego obserwatora.)
Tymczasem Draco podszedł do Hermiony, stanął obok niej, lekko trącił ją łokciem i zapytał:
- Oni tak zawsze?
- Zazwyczaj... - odpowiedziała lekko zdziwiona chwilowym zapomnieniem Malfoya.
- A tak w ogóle, to ja... Ja chciałbym Cię przeprosić... Nie tylko za dzisiaj, ale za te 7 lat wyzwisk i obelg - lekko się zmieszał.
- Wiesz, tak naprawdę bolało mnie nie to, że nie potrafisz powiedzieć "nie" wszelkim tradycjom i zakazom... Ale podziwiam Twoją odwagę i wybaczam. Wybaczam, ale wiedz, że nigdy tego nie zapomnę.
- Ktoś bardzo mądry kiedyś powiedział mi, że gdyby każdy wybaczając, zapominał o wszelkich krzywdach zadanych mu przez drugiego człowieka, nie byłoby to wybaczeniem.
- I miał rację...
- Taak. No, to jak? Przerywamy im tę miłosną chwilę? - zapytał Draco z chytrym uśmiechem.
- Zrobić im na złość? Zawsze i wszędzie! - powiedziała z iście Ślizgońskim uśmiechem Hermiona.
- Zaczynam się Ciebie bać... - powiedział niepewnie Smok, ale ogniki w jego oczach wskazywały na rozbawienie całą sytuacją.
- Powinieneś.
- Dobrze, wyciągnij różdżkę - poinstruował ją.
- Ok, co dalej?
- Może jakieś aquamenti?
- Z chęcią...
- Na trzy... Raz
- Dwa...
- TRZY! - w chwili, gdy to powiedział obydwoje pomyśleli o strumieniu wody, który skierowali na przytulającą się parę. Ale Blaise i Gill byli zbyt dobrymi obserwatorami, żeby tego nie zauważyć...
(Tutaj narracja ta się kończy.)
~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~
(Wracamy do narracji pierwszoosobowej.)
- Na ich trzy odskakujemy od siebie, ok? - powiedział cicho Blaise.
- Ok - odpowiedziałam również szeptem.
- Teraz! - zdążył krzyknąć do mnie Zabini, nim oboje zrobiliśmy parę szybkich kroków w tył.
- Ups... - powiedziała Hermiona, zanim ktoś, kto stał za mną odezwał się cichym, ale aksamitnym głosem.
- Proszę, proszę... Kogo my tu mamy? - Smok, Herma i Blaise zbledli, a ja się odwróciłam. Ale to, co tam zobaczyłam, było dla mnie kolejnym szokiem...
~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~
A kogo tam zobaczyła, dowiecie się w następnym rozdziale :D
Nareszcie go napisałam! Miałam trochę więcej nauki, co mnie przytłoczyło, ale mam nadzieję, że będziecie z rozdziału zadowoleni :)
Jeśli chcecie następny, POD TYM POSTEM MUSI BYĆ CO NAJMNIEJ 5 KOMENTARZY!!!
Pozdrowionka dla wszystkich czytających, komentujących i coś tam robiących,
Pauli Gron.
PS.: Z dedykacją dla wszystkich, którzy skomentowali "Rozdział I" :D
sobota, 8 marca 2014
czwartek, 23 stycznia 2014
Rozdział I
Rozdział I - "Powrót do przeszłości: Spotkanie"
Szłam zaciemnionym korytarzem, pokrytym warstwą grubego kurzu. Powoli zbliżałam się do celu. Jeszcze tylko kawałek, jeden, malutki kroczek i wspomnienia staną się żywe...
Sala Wspomnień jak zwykle tonęła w odcieniach czerni, bieli i czerwieni. Pomimo upływu tylu lat, meble nie wyglądały na nadgryzione zębem czasu. Wszędzie, nawet na ścianach, podłodze i suficie, widać było sterylną czystość. Zero kurzu. Zero brudu. I przede wszystkim - żadnych świadków. Mogłam w spokoju obejrzeć mój film tworzony przez tyle lat z setek, a może nawet tysięcy wspomnień. Moich własnych wspomnień, nienaruszonych i odległych. Tak, to były dobre czasy...
~~~
2 luty 1999 r., Dom Dziecka im. Marry Collins w hrabstwie Oxfordshire
Gdy usłyszałam trzask zamykanych drzwi, szybko zerwałam się z łóżka, założyłam kurtkę oraz buty i wyszłam z pokoju, zamykając drzwi na mały, lekko zardzewiały klucz. Szybko przemierzałam korytarze, a gdy dotarłam do celu i wahałam się przez chwilę, w głowie zaświtała mi myśl "Nikt nie będzie za Tobą tęsknił, Gill. Jesteś dla nich tylko zbędnym opiekunem...".
Otworzyłam drzwi i wyszłam na zewnątrz. Noc była ciepła, jak na luty. Na niebie widniało tysiące lśniących, małych gwiazd. Wodziłam po nich wzrokiem, aż w końcu zawiesiłam wzrok na największej.
Kiedyś, ktoś bardzo mądry i bliski memu sercu, powiedział mi, że w każdy człowiek, każda istota, nawet najdrobniejsza roślinka, ma swoją własną Gwiazdę. Gdy ten ktoś, lub to coś, umrze, Gwiazda świeci coraz mocniej, aż w końcu oślepia nas i pokazuje nam to, czego dusza nie pokazała, gdy żyła na Ziemi. Tam, zapisane są nasze uczucia, myśli i dobre rady dla wędrowców i włóczęgów.
Tak mi mówiono, gdy byłam mała... A teraz? Teraz nie mam po co żyć. Jedyne, co trzyma mnie na Ziemi, na jakże plugawej planecie dla Władców, Łowców, Armii Żołnierskich... Ale musiałam wrócić do tych ludzi. No, może nie musiałam, ale miałam mały wybór. Mogłam zostać tutaj, na Ziemi, i się zestarzeć, a później umrzeć, prawdopodobnie samotnie. Albo po prostu wysłać wiadomość o tym, że chcę wrócić i znów poczuć dobry, słodki smak malinowej herbaty cioci Helen, patrzeć na stare, przetarte i podarte zdjęcia mojej rodziny... Ale nie mogłam. Musiałam stawić temu wszystkiemu czoła. I odnaleźć JĄ. Tak, moja kuzynka na pewno mi pomoże...
~~~
13 luty 1999 r., Szkocja, Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart im. Albusa Dumbledora
Moja psychika była dzisiaj wyjątkowo nadwyrężona, a samopoczucie nie pomagało. Szłam właśnie korytarzem, z kufrem w lewej i dużą klatką w prawej ręce. Próbowałam dostać się jak najszybciej do wieży Gryffindoru, gdyż byłam pewna, że trafię właśnie tam. Moja kuzynka była w tym domu i właśnie powtarzała siódmy rok. Tak, moją kuzynką była, jest i będzie Hermiona Granger. Może jej nie znałam, ale czułam, że przeżyłyśmy już tyle samo i wiedziałam, że się zrozumiemy. Podałam hasło, którego dowiedziałam się od jakiegoś pierwszoroczniaka, Grubej Damie i weszłam do Pokoju Wspólnego. Wszystkie pary oczu momentalnie zwróciły się ku mnie. Nigdy nie lubiłam być w centrum uwagi i trochę mnie to speszyło, ale po chwili zapytałam pewnie:
- Czy jest tutaj Hermiona Granger?
Z jednego z foteli wstała orzechowooka szatynka i odezwała się:
- To ja. Czy coś się stało?
- Możemy porozmawiać na osobności? - zapytałam od razu, odłożyłam rzeczy i wyciągnęłam różdżkę z kieszeni skórzanych spodni. Po chwili rzeczy zniknęły, a ja wiedziałam, że same odnajdą drogę do mojego Dormitorium.
_________________________________________________________________________________
Wiem, że trochę krótko, ale ostatnio mam tyle pomysłów na ciąg dalszy tej historii, że zaraz mój mózg eksploduje... Ale wracając. Ten rozdział chciałabym dedykować Lili Blue - świetnej autorce bloga <klik>, którego jestem betą.
Dziękuję Ci, kochana, za rozmowy na GG, za propozycję współpracy i za wsparcie duchowe xD. Jak tam Twoje stado rozszalałych orangutanów? Ja wczoraj wyjechałam i siedziałam z siostrą do czwartej, a w piątek, tak jak Ci mówiłam - idę do Cool'a :D Mój brat się na mnie fochnął, że mu nie kupiłam tego co ostatnio, heh. Tylko u nas, w Katowicach, takie dobre trunki :p
Wszystkiego naj-naj, Kochani!
Wasza,
Pauli Gron :D
Szłam zaciemnionym korytarzem, pokrytym warstwą grubego kurzu. Powoli zbliżałam się do celu. Jeszcze tylko kawałek, jeden, malutki kroczek i wspomnienia staną się żywe...
Sala Wspomnień jak zwykle tonęła w odcieniach czerni, bieli i czerwieni. Pomimo upływu tylu lat, meble nie wyglądały na nadgryzione zębem czasu. Wszędzie, nawet na ścianach, podłodze i suficie, widać było sterylną czystość. Zero kurzu. Zero brudu. I przede wszystkim - żadnych świadków. Mogłam w spokoju obejrzeć mój film tworzony przez tyle lat z setek, a może nawet tysięcy wspomnień. Moich własnych wspomnień, nienaruszonych i odległych. Tak, to były dobre czasy...
~~~
2 luty 1999 r., Dom Dziecka im. Marry Collins w hrabstwie Oxfordshire
Gdy usłyszałam trzask zamykanych drzwi, szybko zerwałam się z łóżka, założyłam kurtkę oraz buty i wyszłam z pokoju, zamykając drzwi na mały, lekko zardzewiały klucz. Szybko przemierzałam korytarze, a gdy dotarłam do celu i wahałam się przez chwilę, w głowie zaświtała mi myśl "Nikt nie będzie za Tobą tęsknił, Gill. Jesteś dla nich tylko zbędnym opiekunem...".
Otworzyłam drzwi i wyszłam na zewnątrz. Noc była ciepła, jak na luty. Na niebie widniało tysiące lśniących, małych gwiazd. Wodziłam po nich wzrokiem, aż w końcu zawiesiłam wzrok na największej.
Kiedyś, ktoś bardzo mądry i bliski memu sercu, powiedział mi, że w każdy człowiek, każda istota, nawet najdrobniejsza roślinka, ma swoją własną Gwiazdę. Gdy ten ktoś, lub to coś, umrze, Gwiazda świeci coraz mocniej, aż w końcu oślepia nas i pokazuje nam to, czego dusza nie pokazała, gdy żyła na Ziemi. Tam, zapisane są nasze uczucia, myśli i dobre rady dla wędrowców i włóczęgów.
Tak mi mówiono, gdy byłam mała... A teraz? Teraz nie mam po co żyć. Jedyne, co trzyma mnie na Ziemi, na jakże plugawej planecie dla Władców, Łowców, Armii Żołnierskich... Ale musiałam wrócić do tych ludzi. No, może nie musiałam, ale miałam mały wybór. Mogłam zostać tutaj, na Ziemi, i się zestarzeć, a później umrzeć, prawdopodobnie samotnie. Albo po prostu wysłać wiadomość o tym, że chcę wrócić i znów poczuć dobry, słodki smak malinowej herbaty cioci Helen, patrzeć na stare, przetarte i podarte zdjęcia mojej rodziny... Ale nie mogłam. Musiałam stawić temu wszystkiemu czoła. I odnaleźć JĄ. Tak, moja kuzynka na pewno mi pomoże...
~~~
13 luty 1999 r., Szkocja, Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart im. Albusa Dumbledora
Moja psychika była dzisiaj wyjątkowo nadwyrężona, a samopoczucie nie pomagało. Szłam właśnie korytarzem, z kufrem w lewej i dużą klatką w prawej ręce. Próbowałam dostać się jak najszybciej do wieży Gryffindoru, gdyż byłam pewna, że trafię właśnie tam. Moja kuzynka była w tym domu i właśnie powtarzała siódmy rok. Tak, moją kuzynką była, jest i będzie Hermiona Granger. Może jej nie znałam, ale czułam, że przeżyłyśmy już tyle samo i wiedziałam, że się zrozumiemy. Podałam hasło, którego dowiedziałam się od jakiegoś pierwszoroczniaka, Grubej Damie i weszłam do Pokoju Wspólnego. Wszystkie pary oczu momentalnie zwróciły się ku mnie. Nigdy nie lubiłam być w centrum uwagi i trochę mnie to speszyło, ale po chwili zapytałam pewnie:
- Czy jest tutaj Hermiona Granger?
Z jednego z foteli wstała orzechowooka szatynka i odezwała się:
- To ja. Czy coś się stało?
- Możemy porozmawiać na osobności? - zapytałam od razu, odłożyłam rzeczy i wyciągnęłam różdżkę z kieszeni skórzanych spodni. Po chwili rzeczy zniknęły, a ja wiedziałam, że same odnajdą drogę do mojego Dormitorium.
_________________________________________________________________________________
Wiem, że trochę krótko, ale ostatnio mam tyle pomysłów na ciąg dalszy tej historii, że zaraz mój mózg eksploduje... Ale wracając. Ten rozdział chciałabym dedykować Lili Blue - świetnej autorce bloga <klik>, którego jestem betą.
Dziękuję Ci, kochana, za rozmowy na GG, za propozycję współpracy i za wsparcie duchowe xD. Jak tam Twoje stado rozszalałych orangutanów? Ja wczoraj wyjechałam i siedziałam z siostrą do czwartej, a w piątek, tak jak Ci mówiłam - idę do Cool'a :D Mój brat się na mnie fochnął, że mu nie kupiłam tego co ostatnio, heh. Tylko u nas, w Katowicach, takie dobre trunki :p
Wszystkiego naj-naj, Kochani!
Wasza,
Pauli Gron :D
czwartek, 26 grudnia 2013
Drabble :D
Wiem, wiem, drabble miało być wczoraj, ale nie mogłam wstawić, bo mi się Internet zaciął. A więc to moje pierwsze z pierwszych drabble. Miłego czytania :D
Gniew i złość...
Miałam być Mu oddana do końca swoich dni, być jak na uwięzi. Ale zrezygnowałam z wygód, jakie mnie czekały, wybrałam życie u Jego boku. Zamiast Złotego Chłopca wybrałam Dracona Malfoya. Wybrałam Upadłego Anioła, Śmierciożercę, któremu pomogłam się podnieść tak, żeby nigdy więcej nie upadł. Tak, żeby był zdolny znów pokochać, odnaleźć się w tym popieprzonym życiu. Ale jednocześnie sprawiłam, że odżyły w nim stare uczucia. Miłość z czasem przerodziła się w nienawiść. Z każdym dniem spędzonym u jego boku czułam, że to mi spod nóg usuwa się grunt, a nie jemu. A z czasem nienawiść przerodziła się w gniew, złość...
Wiem również, że nie złożyłam Wam życzeń, dlatego też przejdę teraz do tego...
Drogi Czytelniku! Życzę Ci zdrowych, wesołych Świąt Bożego Narodzenia, szczęśliwego, suto zakrapianego szampanem [choćby PICOLO xD] Sylwka, pogody ducha, spełnienia najskrytszych marzeń, ciepłej atmosfery rodzinnej przez cały rok i wszystkiego, co sobie wymarzysz! Chciałabym również podziękować wspaniałym autorkom, dzięki którym zrozumiałam sens Miłości, Przyjaźni, Życia, tj. Venetii Noks, La Tua Cantante, Sheireen Nightshade, angusie, Darli Mo, Damie Kier, Icamnie, Lady Call i wielu, wielu innym. Pamiętajcie, żeby nie przestawać pisać i mieć w sobie Ducha Walki!
Paulina Gron
Gniew i złość...
Miałam być Mu oddana do końca swoich dni, być jak na uwięzi. Ale zrezygnowałam z wygód, jakie mnie czekały, wybrałam życie u Jego boku. Zamiast Złotego Chłopca wybrałam Dracona Malfoya. Wybrałam Upadłego Anioła, Śmierciożercę, któremu pomogłam się podnieść tak, żeby nigdy więcej nie upadł. Tak, żeby był zdolny znów pokochać, odnaleźć się w tym popieprzonym życiu. Ale jednocześnie sprawiłam, że odżyły w nim stare uczucia. Miłość z czasem przerodziła się w nienawiść. Z każdym dniem spędzonym u jego boku czułam, że to mi spod nóg usuwa się grunt, a nie jemu. A z czasem nienawiść przerodziła się w gniew, złość...
Wiem również, że nie złożyłam Wam życzeń, dlatego też przejdę teraz do tego...
Drogi Czytelniku! Życzę Ci zdrowych, wesołych Świąt Bożego Narodzenia, szczęśliwego, suto zakrapianego szampanem [choćby PICOLO xD] Sylwka, pogody ducha, spełnienia najskrytszych marzeń, ciepłej atmosfery rodzinnej przez cały rok i wszystkiego, co sobie wymarzysz! Chciałabym również podziękować wspaniałym autorkom, dzięki którym zrozumiałam sens Miłości, Przyjaźni, Życia, tj. Venetii Noks, La Tua Cantante, Sheireen Nightshade, angusie, Darli Mo, Damie Kier, Icamnie, Lady Call i wielu, wielu innym. Pamiętajcie, żeby nie przestawać pisać i mieć w sobie Ducha Walki!
Paulina Gron
środa, 25 grudnia 2013
Prolog
Prolog
"About me and you: In the past..."
"Jeśli miałabym wybierać pomiędzy Pamięcią a Tobą - wybrałabym Ciebie i przekonała się, czy nie będę żałować swej decyzji..."
Przychodzi w życiu taki moment, kiedy nie potrafimy odpowiedzieć na, wydawałoby się, proste pytanie. Nic bardziej mylnego.
Bardzo ważna dla mnie osoba, a mianowicie moja babcia, powiedziała mi kiedyś, że te najprostsze pytania, są tymi najtrudniejszymi. Nie zawsze, ale i tak większość. A ja przekonałam się o tym na własnej skórze, w momencie, gdy powiedziałam "Nie".
Wszyscy obecni zwrócili oczywiście szczególną uwagę na mnie, ale ja tylko podwinęłam kremową, ślubną suknie i uciekłam z kościoła.
W tamtym momencie chciałam uciec jak najdalej od tej mugolskiej wspólnoty. Od ślubu. Od Rona. Od naszych rodzin. Ale przede wszystkim, od dawnej Hermiony Granger, czy - jak kto woli - Gill Granger. Kobiety, która grała kogoś kim nie jest, nie była i nigdy nie będzie...
Jak to się stało, że nie jestem tym, kim byłam i powinnam teraz być? Opowiem Ci moją przerażającą, smutną, pełną cierpienia, ale piękną historię...
_________________________________________________________________________________
Cześć, drodzy czytelnicy! Wiem, że prolog bardzo krótki i moim zdaniem niezbyt dobrze napisany, ale ocenę pozostawiam Wam. Otwarcie muszę przyznać, że nie lubię, gdy ktoś mnie krytykuje, ale kiedyś trzeba pogodzić się z przeciwnościami losu. No, a więc postanowiłam, że się przełamię, i, pisząc tego bloga, będę również zbierała ostre reprymendy, bo nie zdziwię się, jeśli będzie ich dużo. Muszę również przyznać, że gdy czytam blogi, to zazwyczaj nie czytam komentarzy. To moja słaba strona, taka moja mała "Pięta Achillesowa". Ale kiedyś przychodzi taki właśnie czas, na przełamanie się i nowe postanowienia. Dla mnie teraz przyszedł taki czas, zaraz po rozterkach z powodu chłopaka, który rozkochał mnie w sobie, i, nie robiąc nic, skrzywdził mnie. Jak? Po prostu, zostawił mnie. Ale nie czas na użalanie się nad sobą, tylko na Wasze komentarze! Mam nadzieję, że spodoba Wam się ta historia i nie będzie Was ona nudzić.
Paulina Gron
PS.: To jest tylko mój "pseudonim artystyczny" :D
PS.2: Zrezygnowałam z współpracy z moją betą, Amy Riddle, z powodów prywatnych i nawału nauki.
PS.3: Dodam dzisiaj jeszcze moje pierwsze Drabble i coś jeszcze...
sobota, 7 grudnia 2013
Witajcie w naszych czterech ścianach...
Cześć, Wszystkim! Założyłyśmy tego bloga wieki temu, ale dopiero teraz piszemy pierwszy post. Nawet nie wiemy, czemu z tym zwlekałyśmy. Dobra, to może najpierw się przedstawimy. Jestem Paulina Gron, a współzałożycielka to Amy Riddle. Jesteśmy dosyć różne i z tego powodu czasem się kłócimy, ale mniejsza z tym. Jeśli chodzi o nasze opowiadanie, to nie wiemy, jak się skończy. Nie możemy też powiedzieć, ile będzie rozdziałów. Wiemy tylko jedno, a mianowicie to, że prolog pojawi się w tym miesiącu. No, i jeszcze jedno! Historia ta będzie podzielona na dwie części:
- pierwsza - na tym blogu, opowiada o przeszłości naszych bohaterów,
- druga - na innym blogu, będzie opowiadać o teraźniejszych wyborach naszych bohaterów i ich przyszłości.
No, cóż. To chyba wszystko. Trochę więcej o tej historii będziecie mogli się już za niedługo dowiedzieć.
P.S. Nie mamy na razie zamiaru zmieniać wyglądu bloga. Prosimy o krytykę pod rozdziałami ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)